Dlaczego wiem lepiej?

Tak się dziwnie składa, że większość ludzi rości sobie prawo do bycia ekspertem od… cudzego życia. Nasza „empatia” opiera się na przekonaniu, że wiemy, co jest najlepsze dla innych. W dodatku mamy potrzebę dzielić się tą wiedzą w każdej sytuacji, nawet kiedy nikt nas o to nie prosi. Sami też dowiadujemy się różnych rzeczy o tym, co powinniśmy zrobić zdaniem kogoś innego, ale uzyskana wiedza wcale nie rozwiązuje naszych problemów. Jak myślisz – dlaczego?

 

Powiedzmy, że masz jakiś problem. Osobisty, rodzinny, zawodowy lub zdrowotny. Opowiadasz o tym znajomym i… dostajesz 1001 porad, co robisz źle i co trzeba natychmiast zmienić. Być może wszystkie rady mają jakieś uzasadnienie z punktu widzenia osób, które ją wypowiadają. Tyle że – najogólniej rzecz biorąc – sprowadza się one do tego, żeby całkowicie zmienić swój system wartości i całe swoje życie.

 

Dlaczego tak chętnie wchodzimy w rolę ekspertów od cudzego życia? Dlaczego w ogóle czujemy się upoważnieni do tego, żeby wtrącać własne uwagi do sposobu, w jaki ktoś inny zarządza swoim życiem?

 

NASZE JEST LEPSZE

 

Zawsze takie będzie – oczywiście według nas. Wszystko, co wiemy, jest już nam doskonale znane i sprawdziło się w różnych sytuacjach (albo uważamy, że na pewno się sprawdzi).  Jesteśmy z tym oswojeni i żyjemy z tą wiedzą na co dzień. Trudno nam wziąć pod uwagę, że nasze założenia sprawdzają się w naszym życiu dlatego, że mamy określoną osobowość i sytuację, a także konkretne doświadczenia, które doprowadziły nas do tego, co wiemy. Wprowadzenie jakichkolwiek zmian wymaga otwartości, odwagi, zaangażowania i wysiłku. Wybieramy więc działanie zgodne z naszym schematem myślowym, zamiast zdecydować się postąpić inaczej niż do tej pory. Dlaczego w takim razie oczekujemy od innych ludzi, że podstąpią tak, jak im radzimy?

 

NIE SŁUCHAMY, TYLKO CZEKAMY NA SWOJĄ KOLEJ, ABY SIĘ ODEZWAĆ

 

Ktoś chce się nam wygadać, a okazuje się, że to my mamy w tej sytuacji najwięcej do powiedzenia. Zakładamy, że skoro dana osoba chce porozmawiać, to oczekuje od nas rad. Kiedy będzie mówiła, wtrącimy kilka swoich uwag, oceniając sytuację, i trochę tę osobę skrytykujemy, bo przecież trzeźwy osąd zawsze się przyda. Po spotkaniu nie będziemy wiedzieć, jakie potrzeby miał ktoś, z kim rozmawialiśmy, bo nawet nie zadaliśmy sobie trudu, żeby o nie zapytać. Wygłaszając swoje uwagi, zrealizujemy wyłącznie własne potrzeby i w żaden sposób nie wesprzemy osoby, które tego wsparcia potrzebuje.

 

NIE LUBIMY CZUĆ SIĘ BEZSILNE

 

Nikt nie lubi poczucia braku sprawczości. Za każdym razem, kiedy jakaś sytuacja wymyka nam się spod kontroli, czujemy się zagrożone. To dlatego mamy potrzebę wypowiadania swojego zdania – w ten sposób odzyskujemy utraconą kontrolę i zyskujemy poczucie wpływu na sytuację. Bezczynne siedzenie i patrzenie, jak ktoś płacze? Taki scenariusz w ogóle nie przychodzi nam do głowy. Po co płakać? Trzeba działać, najlepiej zgodnie z tym, co mamy do powiedzenia. Nie bierzemy pod uwagę, że osoba, która przyszła do nas się wyżalić, potrzebuje wyłącznie wypłakania się i wysłuchania. Zależy nam na tym, żeby jak najszybciej ją pocieszyć, bo… nie radzimy sobie z jej łzami. A przecież płacz jest konkretną informacją i sposobem na wyrażenie bezsilności. Pozwólmy innym tę bezsilność wyrazić.

 

JAK WSPIERAĆ?

 

No dobrze, to co w takim razie zrobić, kiedy ktoś chce się nam wyżalić? Mamy słuchać i bezczynnie patrzeć na czyjeś łzy? Naszym zadaniem jest przede wszystkim słuchanie, pytanie o potrzeby tej osoby i akceptacja jej uczuć. Jeśli naprawdę zależy nam na tym, żeby komuś pomóc, warto się otworzyć na inny punkt widzenia. Przyjąć do wiadomości, że ktoś może nie chcieć zmienić swojej sytuacji. Pogodzić się z tym, że nie potrzebuje naszych rad i dać prawo do postąpienia tak, jak uważa. W końcu to ten ktoś jest ekspertem od swojego życia.

No comments